wtorek, 2 maja 2017

Muzyczne Qwerty

Mam wrażenie, że ostatnio zaczynam mówić sensownie i ciekawie, więc może powiem dwa słowa.

Muzyczne Qwerty to nic innego jak muzyczna playlista...
Łączy w sobie mnóstwo gatunków muzycznych: chill, indie, muzyka elektroniczna, alternatywna, klasyczna, czy rock.
Otwartość na różnorodność muzyczną obudziła się we mnie dopiero teraz po mniej więcej 9 latach słuchania muzyki. Jest to bardzo uzdrawiająca umiejętność, bo tak - wg mnie można się tego nauczyć. Dzięki tej otwartości czerpię z muzyki 2x więcej. Serdecznie polecam.

Przechodząc do playlisty : mam na niej więcej utworów, ale wybrałam kilkanaście specjalnych. Są bardzo różne, ale łączy je wszystkie spokój. Melodia jest wręcz usypiająca.
Enjoy!


1. Na pierwszej pozycji znalazł się utwór zespołu Syml - "Where's my love". Bardzo ciekawa piosenka i oczywiście spokojna. (indie/indie pop)



2. W podobnym klimacie, jednak bardziej melancholijna - Casting Crowns "Oh my soul"




3. Teraz nieco bardziej pozytywna piosenka (choć również indie/indie pop)



4. Teraz wkraczamy w rejony bardziej hip-hopowe, ale również klimatyczne, spokojne i delikatne. Na początek: Pawbeats ft. Kartky "Amnezja"



5. Pozostając w rejonach hip-hopu/rapu - Buka & Rahim ft. Natalia Nykiel - "Obiecuje Ci". Tutaj warto wsłuchać się w tekst. Jest jak jeden na milion.



6. Bardziej klasyczne - Hiatus "Garden"



7.  Rockowe klimaty - Scorpions "Still loving you"



8. Bardziej klasycznie niż klasycznie. Z klasą. Beethoven - "Moonlight Sonata" - obowiązkowo! 


9. Wracając do klimatów indie - Kodaline "All i want"


10. I ostatnia piosenka w tej części to "All we do" zespołu Oh Wonder



Jest to dopiero pierwsza część mojej muzycznej playlisty. Już niedługo ukaże się jej kontynuacja (być może kilka, bo ciężko wybrać :) Wszystkie piosenki mają dla mnie niesamowitą wartość ze względu na kojącą melodię oraz swoje przesłanie. Życzę spokojnego odsłuchu.
 


czwartek, 13 kwietnia 2017

Momenty.

Wspomnienia
Moment, w którym patrzysz na kogoś i widzisz przyjaciela
Moment, w którym jest Ci ciepło, czujesz się bezpiecznie
Moment, w którym widzisz uśmiech na twarzy bliskiej osoby
Moment, w którym przechodzisz etap olimpiady
Moment, w którym oddychasz spokojnie
Moment, w którym zasypiasz i zapominasz o złym


Ale przychodzi ta chwila
Chwila, w której zbierają się chmury płaczu
Chwila, w której patrzysz na kogoś i widzisz już byłego przyjaciela
Chwila, w której łzy przysłaniają uśmiech bliskiej osoby
Chwila, w której dygoczesz z zimna.

Być może przeraża Cię albo przynajmniej zastanawia czarno-biały wygląd strony - to dobrze. Taki miałam zamiar. To nie strona ma Ciebie zapraszać tylko jej treść (w moim przypadku).
Dzięki takiemu zabiegowi to co mam Ci do przekazania wybije się ponad formę.

Momenty, chwile, "moments", "instants", czyli po prostu Project Instants, to śmiem twierdzić projekt mojego życia. Być może w pewnym stopniu też terapia. Chcę dostrzegać więcej, patrzeć dalej, słyszeć każdy szept i doceniać najmniejszą chwilę, Właśnie ten moment.

Wszystko to co nie pozwala nam iść do przodu mam zamiar przeskoczyć. Nie da się dołem, to idziemy górą!



piątek, 12 sierpnia 2016

Wielkie plany, duże możliwości i mój prywatny wehikuł czasu

 
      Wielkie plany: Czy masz czasem chęć zaplanowania czegoś na wiele miesięcy do przodu? Wiele z nas żyje rutyną, inni za dużo planują, a jeszcze inni żyją chwilą. Kiedyś wielkie plany uważałam za coś złego, ale teraz patrząc na to ile one mi dają wyciskam z nich jak najwięcej. Choćby to były plany świąteczne podczas wakacji lub plany wiosenno-weekendowe kiedy rok szkolny się rozpoczyna. Bardzo często jednak nie zauważamy, jak duże mamy...

   ...możliwości. Słowo, a właściwie wartość, która gdzieś nam umyka. Jeśli nie ufasz mi to spróbuj i przekonaj się na własnej skórze, że w każdym miejscu i o każdej porze możesz "coś" zrobić. Możliwości są ogromne. Dlaczego? Bo to Ty je wyznaczasz. Wyznaczasz wszelkie granice opcji do wyboru.
 

 
     Może o samym liceum rozpiszę się w innym poście, ale chcę się do tego odnieść. W tym roku rozpoczynam swoją 3-letnią przygodę. Jest to dla mnie coś bardziej niezwykłego niż pójście do gimnazjum, dlatego chcę już, by wakacje się skończyły. Wiem, wiem niektórzy najchętniej w ogóle by nie chodzili do szkoły i pewnie możesz myśleć sobie "zwariowała", ale taka prawda. Mam niesamowite plany na najbliższy rok. Wierzę w swoje możliwości, w ich realizację. Tyczą się one wszystkiego tak naprawdę: bloga, znajomych, przyjaciół, spędzania swojego czasu, szkoły, samej siebie..no wszystkiego :) O dziwo zakręciłam się teraz w święta i myślę, że nie tylko ja. Chciałabym już poczuć tą atmosferę...

    Czasem w głowie, w myślach odpalam sobie taki mały, prywatny wehikuł czasu. Wiele rzeczy wspominam, ale też idę - nawet za bardzo - do przodu. Uważam to za coś wspaniałego. Nie chodzi mi tu o rozpamiętywanie, czy coś co idzie w tą stronę. Mam na myśli budowanie w sobie poczucia radości, szczęścia, wspominania chwil, które miały wpływ na to jaka jestem. Tak - uważam, że nawet święta każdego roku potrafią ukształtować nasz charakter.

    Nie bój się wziąć ołówka, długopisu usiąść przed kartką i spisać na niej swoje plany, marzenia, zamiary. Głupie i proste, a może nawet wielkie i ambitne. Wszystko ma swój cel. Choćbyś miał pomknąć w przyszłość niczym wehikułem i nieważne czy to plany na tydzień, miesiąc, rok bądź choćby wieele lat zrób to, bo nie zaszkodzi, a pomoże Ci się określić.

     Nie zwracaj uwagi na swój wiek.
 To, że masz 12/13 lat nie znaczy, że nie możesz myśleć o tym jakie powinno być twoje przyszłe, dorosłe życie.
 To, że masz 15/16 lat nie znaczy, że nie możesz planować swojej 18.
 To, że masz 20-24 lata nie znaczy, że nie możesz myśleć o dziecku, małżeństwie.
 No i to, że masz więcej niż 30 lat nie znaczy, że nie możesz wspominać, cieszyć się życiem i zapewnić sobie godnej starości.

    Wiem z doświadczenia, choć może bardziej porównania doświadczeń, że jeśli wcześniej coś zaczynasz masz szansę się z tym oswoić. Idąc do gimnazjum zastanawiałam się już nad profilem jaki obiorę w liceum. Ponieważ polubiłam chemię, a matematyka nigdy nie sprawiała mi wielu trudności, stwierdziłam, że wybiorę profil mat-biol-chem. Przez 3 lata oswajałam się z tą myślą i nie poszłam na ten profil. Wylądowałam w zupełnie innej szkole na rozszerzeniach mat-inf-chem. Jeśli zastanawiałabym się później zapewne zostałabym na biologii i strasznie tego żałowała. Ciężko mi w tej sytuacji zrozumieć, bądź wczuć się w sytuacje osób, które dawały sobie czas. Dopiero pierwsza klasa, dopiero druga klasa, dopiero początek trzeciej klasy.... i tak do momentu, w którym powinno się składać papiery...

    Przez brak podstawowych przemyśleń, nie wiemy co ze sobą w życiu robić, a dorastamy i później mogą na naszej drodze pojawić się schody. Za tym ciągną się inne konsekwencje - strach, niepewność, stres.. Nie pozwala nam to być w pełni szczęśliwymi ludźmi. Dlatego czasem warto choćby napomknąć o przyszłości.

   Ostatnią rzeczą są błahe sprawy. Jeśli zastanawiasz się jaką piżamę sobie kupisz na zimę, choć na dworze słońce pali elewacje budynków to co z tego! Mogą nazwać Cię szaloną/nym ? To bądź taki/a!
Jeśli sprawia Ci to radość, jeśli zaspokaja to twoje chęci to nie powstrzymuj tego. Do Twoich myśli nikt nie ma dostępu. Przez takie głupoty nawet przechodzimy do poważniejszych spraw już wcześniej wspomnianych. Słyszałeś powiedzenie "Grosz do grosza, a będzie kokosza" ? Tak samo jest w tym przypadku. Jeśli skupisz się na drobnostkach, może powstać z tego coś o wiele większego. Ogromnym plusem tego jest to, że łatwiej małe rzeczy planować niż wielkie. Łatwiej zbierać grosze, niż od razu odłożyć większą sumę. Grosze spotykasz wszędzie, a zanim pojawi się coś większego musisz albo porządnie zapracować, albo mieć niesamowitego farta. Dlatego miej nadzieje w tych małych rzeczach, by zapoczątkowały one coś wielkiego!

Masz duże możliwości i prywatny wehikuł czasu. Te dwie rzeczy pozwalają Ci przenosić się w czasie oraz planować wspaniałe cuda. Niczego więcej nie potrzebujesz.






środa, 3 sierpnia 2016

Opowieść o tym jak coś niecodziennego może się zdarzyć każdemu, a cały nastrój ulatuje w ułamku sekundy

   
     

      Siedzę przez 2 h, czytam inspirujące cytaty/historie. Słucham wspaniałych piosenek, oglądam filmy. To wszystko buduje we mnie poczucie melancholii, dosłownie tonę w marzeniach i nastroju. To wszystko zmusza mnie do myślenia. Nad sobą, ale i codziennością. Nad tym co zrobić albo co już zrobiłam.


      No tak. Dobra zaczynając od początku. Dzień jak co dzień. Choć może nie do końca... Musiałam wstać wcześniej ze względu na spotkanie. Zdecydowałam, że pojadę na rolkach - co z tego, że na podwórku jest 30 stopni lub 20. Nie ukrywam, że mam dość jazdy tą duszną, gorącą komunikacją miejską, za którą na dodatek trzeba płacić. Do swojej płóciennej torby zapakowałam butelkę wody, portfel no i buty...


      Pomijając opis całego spotkania - było miło i przyjemnie, jednak wszystko kiedyś się kończy. Nadszedł czas powrotu do domu. Zmiana ubrań, nadrabianie zaległości na youtubie. No i tu tak naprawdę opowieść się zaczyna. W międzyczasie wzięło mnie na śpiewanie i granie, jak to zawsze podczas nieobecności domowników. Muzyka oddaje pewne emocje, które z każdą chwilą zmierzały coraz bardziej w kierunku medytacji, wyciszenia...Weszłam na Pinteresta, bo nie ma nic lepszego niż piękne obrazki wprawiające w zachwyt lub zmuszające do przemyśleń. No i napawałam się tak tymi emocjami dobre kilka godzin - muzyka, obrazki, muzyka, obrazki.



      Nagle, gdzieś z tyłu głowy nadchodzi myśl. Impuls. Chęć wydostania się z zakamarków gorącego mieszkania. Ne początku myślałam - "Nie no jest 21, po co, potrzebne ci to? Okej może bezcelowe to nie będzie, ale nie musisz nigdzie iść". Jednak stojąc przed lustrem przypomniałam sobie słowo klucz. Wystarczy impuls. Podjęcie decyzji nie jest trudne, zwłaszcza przy tak błahej sprawie.



     "Dobra idę"
     .Zaczęłam się ubierać. Jakaś flanelowa koszula, długie spodnie no i właśnie buty... Rozglądam się po mieszkaniu - nie ma w przedpokoju, salonie. " Hmm może są w torbie? Przecież nie wyjmowałaś ich" Uczucie chwilowej ulgi. Jednak podchodzę do torby, biorę ją, otwieram, ale zaraz coś jest nie tak. Rośnie we mnie złość, niepokój, stres...cały mój nastrój uleciał niczym balon przekłuty szpilką. Wtedy nie było już uczucia melancholii. Wtedy miałam w głowie jedną myśl...GDZIE SĄ MOJE BUTY DO CHOLERY!!???

    Zaczęłam się śmiać. Stres wypełniał mnie na tyle, bym śmiała się niemalże do łez. Opanowałam się trochę i na chłodno próbowałam dojść co się z nimi stało. Myślami wróciłam do spotkania i olśniło mnie - zostawiłam tam buty, przecież byłam na rolkach...Po chwili napisałam do mamy, żeby zajechała po nie wracając z pracy.

    Niecodziennie zostawia się gdzieś buty. Śmiem nawet twierdzić, że zdarza się to naprawdę bardzo rzadko. Jest wiele takich sytuacji, które gdzieś komuś się zdarzyły, ale nigdy nam. Jednak co raz częściej uświadamiam sobie, że wszystko może się przydarzyć każdemu. Nie tylko coś w stylu zostawienia gdzieś butów, ale też poważniejsze sprawy.

    A nastrój? to chwila. Chwila może trwać, ale szybko nas opuszcza. Szczęście, smutek, radość, przygnębienie, melancholia, zdenerwowania, czasem wściekłość.. To nie jest nic stałego nie zapominajmy o tym i nie dajmy się zatracić. Chociaż naprawdę lubię sobie czasem położyć się, pomarzyć, to jednak patrząc realistycznie nie będę przecież tak leżała cały czas.
    No i o co mi chodzi? Po przeczytaniu całego postu dalej nie masz pojęcia o co chodzi? A może jednak czegoś się domyślasz? Dwie nauki za jednym zamachem:

       1. Nigdy, przenigdy nie opieraj swoich decyzji, a już tym bardziej poważnych, na emocjach. Emocje, które dane miejsce, osoba, przedmiot itp. wzbudza w Tobie są chwilowe i przede wszystkim zmienne. Zanim się zdecydujesz dobrze pomyśl.
       2. Nie myśl, że coś co rzadko się zdarza, nie może się przytrafić właśnie Tobie. Może. I to w chwili, kiedy najbardziej byś się tego nie spodziewał.




niedziela, 24 kwietnia 2016

Nadzieja na lepsze DZIŚ, czyli tzw. ZŁOTY ŚRODEK

            Kiedy myślę, że to już koniec. Kiedy myślę, że wszystko stracone. Mam tylko ochotę się poddać. Upadnę, ale po chwili wstanę. Co za różnica.
           
       Ale kiedy przypomnę sobie, że przecież koniec to nowy początek, zaczynam żyć od nowa. Wszystko zaczyna się układać. Biorę pędzel i z trzech kolorów robię sześć. Niemożliwe widzę możliwym.
      Bycie pozytywnym kosztuje nas o wiele więcej niż bycie w depresji. Nie tylko ze względu na swego rodzaju tchórzostwo. Kiedy załamany/a leżysz w domu trudniej Ci wyjść z tego stanu niż kiedy jesteś szczęśliwy. Całe "bycie pozytywnym ulatuje", a życie toczy się dalej. Nigdy nie zwalnia tempa.
          Życie możemy utożsamić z pierwszym napotkanym człowiekiem. Czasem przyjaciel, a czasem wróg. Niekiedy porównuje je z kierowcą komunikacji miejskiej : jeden potrafi postać dłuższą chwilę, żebyś mógł w ostatniej sekundzie zderzyć się z zatłoczonym tłumem, przez drugiego zderzysz się, ale z zewnętrzną częścią drzwi autobusu. Tak wielu ludzi otrzymuje drugą szansę od "przyjaciela", a tak wielu zostaje wrogiem "przyjaciela". Choć od tego momentu to raczej pan Ż.

      Postaraj się zaprzyjaźnić z życiem. Życie to nie los. Los to mały diabeł obok lewego ucha życia. Po drugiej stronie jesteś Ty. Masz 5 min. żeby przekonać życie do swoich próśb. Przyjaciel Cię posłucha. Poczeka, zatrzyma się i nawet, co więcej, poda rękę, która wciągnie Ciebie na pokład.
       Tylko pytanie dlaczego nie słucha? Masz dokładnie 5 min. Nie więcej, nie mniej. Jeśli wykorzystasz 4 min. i 50 s to masz odpowiedź. Jeśli przekroczysz czas to przegniesz w drugą stronę.

     ZŁOTY ŚRODEK. TO CO NAJWAŻNIEJSZE. IDEALNE. PIĘKNE.

       Nie istnieje.



Ocierasz się o niego, ale to nie jest na wyciągnięcie ręki. Czytaj: nie ma i koniec.
       Naucz się żyć bez ideałów, bo kiedy znikną to będzie koniec poszukiwań.
       Naucz się uczyć z błędów, bo każdy błąd uświadamia Ci, że jest błędem.
       Naucz się być szalonym, bo kiedy nikt Ciebie nie rozumie, Ty rozumiesz za nich wszystkich.
       Naucz się być pozytywnym, bo nigdy nie będziesz żałować.

     Znajdź coś w czym się spełnisz, co da Ci satysfakcję. Uwierz, że to istnieje. Każdy ma jakiś talent lub pasje. To chore. Szukamy ZŁOTEGO ŚRODKA, czegoś co nie istnieje, co nie ma racji bytu.

     Więc teraz czas, by stać się pozytywnym i przede wszystkim szalonym. Wstań i szukaj czegoś o pomoże Ci przetrwać. Trwaj w swoich postanowieniach. Szanuj innych, bo oni uszanują Ciebie. Wierz w to co jest najważniejsze. Wierz w swoje marzenia. Spełniaj cele. Nie poddawaj się. Pogódź się z porażką dopiero kiedy się pojawi. Nigdy nie gódź się z porażką zanim ona nastąpi.

 ,...i zawsze miej świadomość, że życie to tylko ok 100 lat. Potem będzie koniec.
.....i wierz w ludzi i siebie oraz rób co trzeba. Bo na sam koniec nikt nie będzie Cię rozliczał z tego co chciałeś zrobić. Będziesz sądzony za to co ZROBIŁEŚ!







:)







- Post był pisany przez miesiąc. I przez miesiąc nic się nie zmieniło. Wszystko jest zgodne z prawdą :) Też w to uwierz !


wtorek, 1 marca 2016

Błędy każdego człowieka.

     Od serca..coraz mniej jest, na wszelakich blogach, postów od serca. Takich nie zaplanowanych, spontanicznych, które wyrażałyby emocje nas - blogerów. Nie ukrywajmy, że kiedy jesteśmy szczęśliwi to przychodzi nam jeszcze trudniej niż, gdy targają nami złe emocje. A skoro w drugim przypadku te posty są znikome, oznacza to tylko jedno - przy szczęściu nie ma ich wcale.

     Każdy człowiek popełnia błędy. Jeśli uważasz, że tego nie robisz, to wcale nie oznacza "wyjątku potwierdzającego regułę" - po prostu nie jesteś człowiekiem. Czasem są to najprostsze błędy np. w dodawaniu , lecz czasem są poważniejsze : powiedziałeś o dwa słowa za dużo w złości lub przez złe wybory stoczyłeś się na dno. Błąd to główna i chyba jedyna rzecz w naszym życiu, której żałujemy.

     Z kolei żal sprowadza nas do paskudnej formy układania myśli : tzw. "gdybania":

  • gdybym wtedy wybrała inną szkołę na pewno nie poznałabym tego idioty
  • gdybym wzięła niebieską bluzkę, a nie zieloną pasowałaby lepiej do moich spodni
  • gdybym wtedy się nie potknęła, cała szkoła by się ze mnie nie śmiała
    Najgorsze kiedy chcemy cofnąć czas, by zmienić coś na co nie mamy wpływu. Stało się. Teraz trzeba podnieść się i iść dalej z podniesioną głową. Trzeba widzieć czasem słońce tam gdzie go nie ma. Widzieć światło w kompletnej ciemności.

     
    Podziwiam optymistów. Idą przez życie bez zmartwień i wcale na tym nie cierpią(oczywiście chodzi o zdrowy optymizm). 
    Współczuję pesymistom. Dopóki się nie zmienią nigdy nie doznają najmniejszych i najważniejszych radości życia. Nie będą potrafili tego docenić.

     A ja ? Realista. Marzący realista. Niemożliwe? W tych czasach wszystko jest możliwe. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie przychodzi samo z siebie. Że "równowaga" w życiu jest potrzebna. To dzięki złym i przykrym rzeczom doceniamy te dobre. Pomimo tego realizmu, z którym idę przez życie uwielbiam marzyć. 
     Bardzo często mam pod poduszką cukierki. Po co? Po to żeby siostra nie zabierała? Niekoniecznie. Mam swój rytuał marzeń. Biorę cukierka, kładę się, przykrywam kocem, zamykam oczy i .. marzę.. 

    Wyobrażam sobie mój idealny świat. Ludzi, których chciałabym mieć wokół mnie, przestrzeń w jakiej chciałabym się znajdować. Czasem wizualizuję to sobie w snach. Gdy wstanę rozpoczynam nowy dzień. Dążę do tego idealnego świata. Nie zawsze się udaję, ale nie poddaję się.

  Koniec drugiego miesiąca 2016 roku. Roku zmian jak myślę. Wiele błędów popełnionych w 2015 tam zostało. Już drugi miesiąc, który uświadamia mi, że może być lepiej. Kilka spełnionych celów. Powiem szczerze - 2016 rok to jedyny rok od wielu lat, w którym nic sobie nie obiecałam. Nie mam już postanowień, mam cele. Tak samo jak postanowień nie mam typowych ulubieńców. 

   Film? Nie obejrzałam żadnego. Serial? Ciągle te same od wielu miesięcy. Gadżet? Na ulubieńca mam dać słuchawki za 30 zł z marketu - nie ośmieszajmy się. Piosenka? Te same od kilku lat słuchane aż do zbrzydnięcia.

   Piękno? Tak. Kategoria wymarzona. Piękno miesiąca. Weszłoby mi wtedy w nawyk docenianie świata. A właściwie Piękna świata. Jakie Piękno dostrzegłam w lutym? Moje Piękno. Piękno mojego życia. Piękno, które mnie otacza. We wszystkim. Tak samo jak Piękno dobrych ludzi skorych do pomocy.

     Czasem mam przypływ ochoty zrobienia czegoś. W skrócie ujmując chcę coś zrobić wcześniej niż później co zdarza mi się bardzo rzadko. Piątek, dzień jak każdy inny. Siedziałam u mojej przyjaciółki i uczyłyśmy się chemii na konkurs. Ok. godz. 21 już się zbierałam, ale oczywiście w międzyczasie sobie rozmawiałyśmy o wszystkim. Mówiłyśmy o naszych planach na wieczór. Ona jechała do rodziny, a ja stwierdziłam, że porobię matematykę. Po chwili jednak zorientowałam się, że skończył mi się zeszyt. Nie ukrywam - straciłam już ten entuzjazm i wizję wolnego czasu w weekend. Co ona zrobiła? Po minucie stała obok mnie z trzema zeszytami do wyboru i zapytała się mnie, który chcę.

    Głupia i prosta rzecz, ale nawet nie wiecie jaką radość mi sprawiła. To było Piękne. I nie mówię tu, że przyjaciele mają nam oddawać swoje rzeczy, wszystkim się dzielić, ale kiedy trzeba mają okazać się wsparciem. Naszą podporą. Kimś kto wywołuje uśmiech na naszej twarzy.

     9 marca. 1 dzień po dniu kobiet. Pytacie pewnie co w nim niezwykłego? To będzie najważniejszy dzień w roku 2016. Najważniejszy. To w nim zaważą się wszystkie moje losy - gdzie pójdę do liceum, co będzie dalej ze mną, czy będę mogła w końcu odpocząć, czy zacznie się koszmar mojego życia. Tego dnia piszę konkurs przedmiotowy. Chemiczny. Ostatni etap. Etap decydujący o zostaniu laureatem lub nie. Max. liczba pkt. - 40. Stracić mogę 8. To wydaje się tak dużo, a w rzeczywistości to zaledwie 2 spieprzone zadania otwarte. Siedzę po kilka godzin dziennie. Robię zadania. 2 razy w tygodniu mam zajęcia po 2 h. Zdaje się dużo, ale to tak niewiele. 

     Moim celem/marzeniem jest dostać się do I LO w Białymstoku. Szkoła, w której uczyła się moja siostra. Szkoła najlepsza na Podlasiu. A na jaki profil? Przyrodniczy: Biol-Chem-Mat. Nie mam żadnych szans na dostanie się do niego za punkty. Nawet gdybym egzamin gimnazjalny napisała na 100% nie miałabym wystarczającej ilości pkt. Moją nadzieją jedyną jest chemia.

      Wiele błędów popełniłam, ale w tym roku mam szanse je naprawić. Skoro rok tak dobrze się zaczął : od przejścia etapu rejonowego, od naprawienia laptopa, od zdobycia przyjaciółki, od odcięcia się od toksycznych znajomości bardzo mi szkodzących ; to musi być teraz tylko lepiej. Wszystko co złe zostawiłam za sobą, pnę się w górę i idę do przodu.

       Każdy z nas ma swój własny wschód słońca i zachód. Oby tylko zachód nie oznaczał mroku, który nas czeka, ale oznaczał Piękno czekające na nas następnego dnia.


  

   Powodzenia w spełnianiu marzeń i naprawianiu swoich błędów!

niedziela, 24 stycznia 2016

Zacznij od początku....

Początek czy koniec?
Start czy meta?
Zwycięstwo czy porażka?

Czy jedno wyklucza drugie? Czy naprawdę musimy wybierać? Cóż teoretycznie tak - no bo kiedy zestawia się ze sobą dwa przeciwieństwa to czego można się spodziewać. To tak, jakby jeden kolor był zarówno czarny jak i biały. Początek czy koniec? Przecież koniec to początek czegoś nowego. Przecież kiedy przekroczymy metę zaczynamy coś nowego. Przecież porażka nie wyklucza zwycięstwa.

Ale nie to jest najtrudniejsze. Najgorzej jest stanąć przed sobą i powiedzieć: "Teraz jest twój czas". Człowiek nie jest jasnowidzem. Nie wie co będzie jutro, a co dopiero za parę lat. Niby nowy rok to szansa na lepsze, szansa na zapomnienie, szansa na początek czegoś nowego. Nowy rok to meta poprzedniego i start nowego. Nowy rok to zwycięstwo nad porażką.

Czasami siadam i zastanawiam się co by było, gdybym urodziła się gdzie indziej - w innej rodzinie, środowisku. Na pewno miałabym innych znajomych, szkołę. Ale nie daje mi to satysfakcji. Gdzieś z góry zostałam przydzielona do tej jednej konkretnej drogi, na której jest tak wiele kamieni, tak wiele komplikacji.

Od 15 lat zdzieram sobie na tej drodze kolana, choć niekiedy lecę ponad nią. Pół roku temu złamałam na niej nogę. Nie mogłam dalej iść. Zatopiłam się w kałuży i tak pozostałam. Nikt nie próbował mnie z tego wyciągnąć. Wszyscy wmawiają sobie, że liczą się dobre chęci, że wystarczy spojrzeć, żeby komuś pomóc. Nie. To takie spojrzenie rani najbardziej.

Najgorsze kiedy jesteś do czegoś zobowiązany. Kiedy patrzysz na wprost tej drogi i musisz przyśpieszyć kroku, bo inaczej nie zdążysz. W momencie, w którym złamałam nogę starałam się podnieść i zrealizować ten cel, ale on był za daleko.

Kiedy za szybko próbujesz iść przez życie, kiedy wyobrażasz sobie tą drogę usłaną kwiatami i płatkami róż, kiedy jedynym celem jest zdobycie czegoś materialnego lub nierealnego, w końcu nadejdzie ten moment. Ułamek sekundy, który wszystko zmieni. Wszystko się zatrzyma. Nie dość, że będziesz tkwił w jednym miejscu, to jeszcze będzie bolało. Będzie bolało nie do zniesienia...i albo się poddasz, albo wyleczysz i pomkniesz dalej.

Z trudem wybieram drugą opcję. Dlaczego z trudem? Bo trudne zestawić dwa przeciwieństwa: zatrzymać się i iść do przodu, wygrać pomimo porażki, zacząć coś nowego pomimo beznadziejnego zakończenia.

Życie najlepiej podzielić na tomy. 7 lat szczęścia i 7 lat smutku. Każdy tom to zupełnie inna bajka. Możesz zacząć pisać pamiętnik, dziennik.
Możesz spisać luźne myśli na kartkach i zebrać je w całość.
Możesz napisać książkę jedną lub dwie..
A może nawet piosenkę..
Możesz wyrazić swoje emocje w obrazach..

Ale to za każdym razem będzie jednością tylko ze względu na osobę, która to stworzyła. Każdy pamiętnik, książka, piosenka czy obraz będzie inne. Nawet jeśli włożysz ogrom sił, by wszystko było tak samo szczęśliwe.
 Dlatego najlepiej zacząć od końca, bo wszystkie porażki masz już za sobą.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Drogi Święty Mikołaju!

   Jako mała, kilkuletnia dziewczynka poprosiłam Cię o lalkę barbie, najlepiej taką z akcesoriami. Dałeś mi najlepszą jaką mogłam sobie wymarzyć. Parę lat później poprosiłam Ciebie o dużego misia takiego, do którego mogłabym się wtulić i zapomnieć o wszystkich złych rzeczach wokół mnie chociaż na chwilę. Z każdym rokiem prosiłam o coraz droższe prezenty. To również mi dałeś. Jednak od kilku lat zastanawiam się czy to wszystko jest mi potrzebne. W poprzednie święta nie pisałam listu. Uważałam się za zbyt dorosłą osobę jak na jakieś dziecinne zabawy. Miałam wrażenie jakby świąt nie było - żadnego śniegu, nie czułam magicznej atmosfery, nie jednoczyłam się z ludźmi. Nie byłam szczęśliwa...
   Zdecydowałam się napisać. Zebrać wszystkie myśli i złożyć w list do Ciebie. W te święta chciałabym otrzymać jedną rzecz. Z pozoru zwykła, ale jednak tak niezwykła. Poczuć te święta, przeżyć w radości, z rodziną, z unoszącymi się aromatami świątecznych potraw, siankiem pod obrusem i śniegiem za oknem. Chcę poczuć w sobie ducha świąt.
   Razem z rosnącą liczbą lat my również dorastamy. Wyrastamy z niektórych ubrań, ale i zwyczajów czy pewnych cech ludzkich. Niestety mam wrażenie, że wyrosłam z dziecięcej radości. Nie pozwala mi to przeżywać świąt tak jak kiedyś. Zgubiłam gdzieś tą chęć spędzenia czasu z bliskimi. Czy powinnam zrobić jakieś dekoracje? Może wysłać kartki? Lub jeszcze wybrać się na świąteczne zakupy? Czasem gdy oglądam świąteczne filmy czuje zazdrość. Pomimo, że święta na ekranie nie różnią się tak bardzo od moich to zazdroszczę tej atmosfery. Szczęścia. Nie tylko na zewnątrz ale i w sercu.
   Jeśli zdecydujesz się mnie odwiedzić to wiedz że jestem bardzo wdzięczna. Pomimo trudu wierze że dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych.. wszystko w twoich rękach...

sobota, 24 października 2015

Jesień - czyli moje prywatne Niebo na Ziemi.

  To już. Nadeszły nostalgiczne chwile, magiczny czas. Liście zmieniają kolor, by następnie opaść na ziemię i szeleścić pod naciskiem naszych butów. Na niebie chmury zbierają się w jedną całość...niczym rodzina, aby pozbyć się kropelek wody opadających później na ziemię w postaci deszczu.. A słońce? Nieśmiało, od czasu do czasu, daje o sobie znać przemycając promyki między szczelinami chmur. A ludzie? Albo pośpiesznie załatwiają swoje sprawy, albo siadają na ławce w parku wpatrując się w piękno jesiennych drzew.

  W tym poście chcę (chyba jak każda blogerka :p) pokazać wam wiele inspiracji jesiennych, jaka jesień jest piękcna no i cudowne krajobrazy.(większość zdjęć jest z pinteresta + zapraszam na mojego - pod rubryką o mnie :-))) )










 Moja tapeta również jest przygotowana na jesień :-)








Chcę też pokazać trochę tzw. list rzeczy do zrobienia/ zbiór jesiennych "uroków" (nie mam pojęcia jak to nazwać). Być może znajdziecie coś dla siebie :)





  Mam szczerą nadzieję, że choć w malutkim stopniu was zainspirowałam i wyczarowałam wokół was tą magiczną aurę jesieni. Komentujcie, podsyłajcie swoje inspiracje i oczywiście zostańcie na dłużej. Pa! ;*